Philippe Flamberge
14 lat, syn Cesara Flamberge'a i Charlotty
służący na zamku
To nigdy nie powinno się zdarzyć. Lotta była służącą na zamku, podobnie jak jej rodzice i całe mnóstwo pokoleń wstecz. Jej rodzina zawsze służyła temu rodowi z wielkim oddaniem. Sama nie wiedziała jak to się stało, że wylądowała pewnej letniej nocy w łożu syna nadwornego medyka, Cesara. Miała 13 lat, on 15. Byli młodzi i głupi, w głowach szumiało im wino, wypite w tajemnicy przed dorosłymi podczas letniego festynu. Potem udawał, że nic takiego nie miało miejsca, ale ona się w nim zakochała. Bolało ją to, że jej unikał, traktował jak powietrze. Kiedy odkryła, że jest w ciąży, uciekła. Nie chciała robić mu problemów, ani wysłuchiwać od rodziców to, że ich zawiodła. Początkowo chciała zabić to dziecko, nie chciała go. Nawet poszła do znachorki, ale ostatecznie stchórzyła. Samotna i porzucona, powiła chłopca w klasztorze. Przed śmiercią z powodu powikłań, w końcu była zdecydowanie za młoda na rodzenie dzieci, zdążyła nadać mu imię i powiedzieć, kto jest jego ojcem.
Philippe wychował się w sierocińcu. Cały czas czekał na ojca. Łudził się, że mu powiedziano, że mężczyzna pewnego dnia pojawi się i go stąd zabierze. Nienawidził tej ciemnej, ciasnej nory, którą w dodatku musiał dzielić z innymi chłopakami. Spał na śmierdzącym sienniku, w którym pełno było pcheł. To nie było miejsce dla dzieci. W dodatku opiekunki biły je za najmniejsze przewinienie. Nie uczyły ich pisać i czytać. Kiedy miał 8 lat, zaczął wymykać się do miasta. Spotkał tam pewnego starego żołnierza, inwalidę, który mieszkał na ulicy. To on nauczył go pisać i czytać. Nie mieli papieru, ani piór, kreślił litery patykiem po piasku. Było mu bardzo smutno, kiedy pewnego dnia znalazł tego mężczyznę martwego, już częściowo zjedzonego przez robaki i bezpańskie psy. Potem znalazł sobie kolejnego przyjaciela, był on niegdyś szlachcicem, ale stracił wszystko, bo zdradził króla. Augustus ułaskawił go ze względu na dawną przyjaźń. W ten sposób chłopiec nauczył się podstaw fechtunku, a także geografii i historii, pierwszy raz też przeczytał jakąś książkę. Nauczył się sam sobie radzić i przestał marzyć o spotkaniu ojca. Szybko nauczył się też kraść, głownie jedzenie, czasami zwinął jakąś błyskotkę dla dziewczyny, która mu się podobała. W końcu jednak odesłano ją gdzieś, aby pracowała jako służąca. Taki los zazwyczaj spotykał sieroty, których nikt nie chciał. Dokładnie pół roku po jego czternastych urodzinach, w sierocińcu pojawił się jegomość z zamku, szukając chłopaków do pracy. Sam nie wiedział dlaczego się zgłosił. A już tym bardziej zachodził w głowę jakim cudem go wybrano, aby pojechał na dwór królowej i tam pracował. Spakował więc swoje rzeczy, a nie miał ich jakoś specjalnie dużo, zmieściły się do jednej torby, po czym przyjechał na zamek. Można go spotkać podczas wykonywania prac albo przesiadywania w kuchni. Szybko mu się tu spodobało, jest o wiele cieplej, może jeść często ciepłe posiłki, nie musi się z nikim bić, ani kraść...chociaż czasami łapy go swędzą i zdarza mu się coś komuś podebrać. Tak na wszelki wypadek, aby nie wyjść z wprawy.
To bystry chłopak, pracowity, uparty i ambitny. W przyszłości chce zrobić karierę w wojsku, bo to jedyny sposób, aby z nikogo stać się kimś. Kiedy nikt nie widzi zakrada się do zbrojowni i ćwiczy dawno pokazane mu ruchy mieczami. Lubi kręcić się po zamku pełnym tajemnic i sekretnych przejść. Nie wie, że jego ojciec jest słynnych fechmistrzem, który mieszka na zamku. Ani, że widuje go praktycznie codziennie. Nie wyróżnia się niczym spośród innych służących. Zawsze ma czyste ubrania, chociaż zdążył już podrzeć kilka par spodni, kiedy spadł ze schodów niosąc kosze z praniem. Cóż, nikt nie jest idealny. Żadnej pracy się nie boi, może pomagać w stajni, wynosić nocniki, zajmować się dziećmi, nosić wodę, kroić warzywa, sprzątać, odśnieżać dziedziniec... Można go więc spotkać tak naprawdę wszędzie.
mam zdecydowanie za dużo pomysłów :C
fc: Skandar Keynes
cytat: Simple Plan
liczymy na więcej wątków, niż ten z tatusiem :)
